Jesteśmy w Grecji

 Jesteśmy w Grecji. Małżonek i córka od miesiąca, ja od niespełna dwóch tygodni. Mieszkamy u naszych greckich przyjaciół - Kostasa i Marii w naszym od lat już wakacyjnym apartamencie, którego powoli mamy dość, a właściwie dość mamy przejściowej sytuacji i nijakiej, bo wciąż jesteśmy turystami a bardzo chcielibyśmy być tubylcami.

19 lipca 2021 r.. Urodziny Fede. Piętnaste. Jak wczoraj powiedziała w rozmowie z włoską babcią to całkiem sporo, kawał życia. Dla piętnastolatki owszem, dla czterdziestosześciolatki już mniejszy. Od czternastu dni jesteśmy w Grecji w prawie pełnym składzie. Brakuje Pierworodnego. Szukamy mieszkania, albo domu – miejsca, gdzie zacumujemy i zaczniemy codzienność nieco inną niż dotychczasowe wakacjowanie. Czekamy my, czekają nasze rzeczy złożone u przyjaciela w składziku, czekają nowe plany, wizje, sny i marzenia.

Staram się bacznie obserwować tę Grecję i tych Greków, inaczej patrzę niż dotychczas podczas rok rocznych niemal wakacji tutaj ostatnimi czasy. Mam wyczulone wszystkie zmysły , aparat zawsze w pogotowiu, notatnik w telefonie. Słucham języka tubylców, inaczej niż co roku, bo nie zachwycam się jedynie jego melodią, tak inną od melodii mojej rodzimej polszczyzny, inną od włoskiego zaśpiewu, teraz staram się wyodrębniać słowa. Kala’, putinka, kalinichta, jasu, deftera, nero’…zaczynają coś znaczyć.

Mamy już tutaj przyjaciół. Greków, do których co roku przyjeżdżamy, Włochów, którzy do Grecji przyjeżdżają od lat na kilka miesięcy w roku i mają tutaj mieszkanie, Włoszkę z mężem Grekiem i Greczynkę z rosyjskimi korzeniami (i urodą) z mężem też Grekiem. I naprawdę są to przyjaciele. Doświadczamy tego za każdym razem, począwszy od powitań szczerym uśmiechem, dobrym słowem za każdym razem , gdy się widzimy, po wsparcie , bezinteresowne, w poszukiwań nowego lokum , sprawach zwyczajnych i zwyczajnie trudnych, dla nas bez języka.

Tego roku córka zapowiedziała, że nie chce mieć wyprawianych urodzin. Oto niewyprawiane urodziny , niemniej świętowane. Włoska pizza była niespodzianką dla solenizantki i gości - naszych toruńskich przyjaciół. Tylko komuś się cyferki poprzestawiały, gdyby nie tata przenieślibyśmy się w czasie o trzydzieści sześć lat, nawet nie liczę ile wiosen miałabym wówczas.


Komentarze

Popularne posty